Riwierę mam za oknem, Baleary i Cyklady opłynąłem w tej serii wcześniej — ale Adriatyk był u mnie białym polem na mapie zdecydowanie zbyt długo. W tym tygodniu to nadrobiłem. Wsiadłem w Splicie na PREWI — Azimuta 73 z 2022 roku, 22 metry nowoczesnej włoskiej roboty: osiem koi w czterech kabinach, trzyosobowa załoga i kadłub, który idzie na tyle szybko, że najdalsze wyspy Dalmacji przestają być „za daleko". Spisałem ten tydzień dzień po dniu — bo chorwackie wyspy to zupełnie inny świat niż wszystko, co pokazywałem do tej pory, i chcę, żebyś wiedział, na co się piszesz.
Dzień 1 Split i cicha zatoka Šolty
Weszliśmy na pokład późnym popołudniem na Rivie w Splicie — mieście, które wyrosło dosłownie w środku pałacu cesarza Dioklecjana, więc człowiek idzie do mariny przez bramę z trzeciego wieku. Nie chciałem pierwszego wieczoru spędzać w tłoku, więc odbiliśmy od razu na zachód, godzinę spokojnego przejścia, i kapitan rzucił cumy w Maslinicy na wyspie Šolta. To maleńki kamienny port z zameczkiem przy samej wodzie i garstką tawern. Pierwszy wieczór wyglądał tak, jak pierwszy wieczór wyglądać powinien: usiedliśmy na rufie z kieliszkiem Aperol Spritz i patrzyliśmy, jak port po kolei zapala światła, a woda robi się czarna i gładka. Kucharz podał świeżą rybę z grilla. Telefon sam ucichł.
Dzień 2 Świt, Wyspy Pakleńskie i Hvar
Wstałem o świcie — to mój ulubiony moment dnia na wodzie. Wszedłem na flybridge z kawą i po prostu patrzyłem, jak słońce powoli wstaje nad Adriatykiem. Morze było jak tafla jeziora, ani jednej zmarszczki, tylko sylwetki sąsiednich wysp czerniejące na tle różowego nieba. Ten bezgraniczny spokój, zanim świat się obudzi — po to się tu przypływa.
Przed południem przeszliśmy pod Hvar, ale nie od razu do miasta — najpierw na Wyspy Pakleńskie, ten archipelag zielonych wysepek tuż naprzeciw portu. Zakotwiczyliśmy przy Palmižanie i przez kilka godzin robiłem dokładnie to, co na takim rejsie lubię najbardziej: leżałem na wodzie i pływałem w tej ciepłej, przejrzystej toni, bez planu i bez zegarka. Dopiero wieczorem zeszliśmy na ląd w Hvarze. Wspacer wąską rivą, wspinaczka do twierdzy Fortica nad miastem na zachód słońca, a w drodze powrotnej obowiązkowy przystanek na lody przy nabrzeżu, w tłumie, który o tej porze wychodzi po prostu się przejść. Hvar wieczorem ma rytm, którego nie da się podrobić.
Dzień 3 Vis — wyspa z innego czasu
Vis przez lata był „za daleko" — to najdalej wysunięta zamieszkana wyspa Dalmacji, do 1989 roku zamknięta baza wojskowa, więc do dziś najmniej zabudowana i najbardziej własna. I tu Azimut pokazał, po co ma takie silniki: to, co na wolniejszej łódce zjadłoby pół dnia, zrobiliśmy gładkim porannym przejściem i zostało nam całe popołudnie. Najpierw kotwica pod Stinivą — wąską gardzielą w skale, która otwiera się na maleńką plażę zamkniętą z dwóch stron klifami. Pływanie tam, w cieniu skał, to jedno z tych wspomnień, które zostają. Wieczorem zeszliśmy do Komižy, prawdziwej rybackiej osady, gdzie kolacja jest tak świeża, jak świeży był połów — ryba z rusztu, oliwa, kieliszek miejscowej vugavy. Nikt się nigdzie nie spieszył.
Dzień 4 Błękitna Grota i dzień, w którym nic nie trzeba
Czwarty dzień zaczął się wcześnie i celowo — Błękitną Grotę na wysepce Biševo trzeba złapać w odpowiedniej godzinie, kiedy słońce wpada pod wodą do środka jaskini i całe wnętrze świeci nieziemskim, elektrycznym błękitem. Tendrem wśliznęliśmy się do groty i po prostu zamilkliśmy; światło robi to z ludźmi. Resztę dnia zostawiliśmy zupełnie pustą. Żadnego portu „do zaliczenia" — kotwica w osłoniętej zatoce, materac na dziobie, długie pływanie, drzemka, książka. Wieczorem kolacja na pokładzie: owoce morza i czarne risotto z mątwy, które kucharz zrobił tak, jak robi się je tylko tutaj. Są gorsze sposoby na spędzenie dnia.
Dzień 5 Korčula — kamienne miasto wina
Przejście na wschód, na Korčulę — i nagle z dzikiej Visy trafiasz do średniowiecznego miasteczka obwiedzionego murami, z uliczkami ułożonymi w jodełkę tak, żeby łamać wiatr. To stąd, jak chce miejscowa legenda, miał pochodzić Marco Polo, i całe miasto żyje tą opowieścią. Ale dla mnie Korčula to przede wszystkim wino: z okolicznych winnic i z pobliskiego półwyspu Pelješac pochodzą jedne z najlepszych chorwackich szczepów — białe Pošip i Grk, czerwone Plavac Mali. Wieczór zszedł nam na spacerze murami i kolacji w cieniu dzwonnicy, z butelką, którą polecił kelner, bo „robi ją jego sąsiad". Tak właśnie powinno smakować południe.
Adriatyk nie krzyczy jak Riwiera. Działa ciszej — kamieniem, sosną i wodą, w której widać własny cień na dnie. Po tygodniu rozumiesz, czemu Chorwaci tak go pilnują. — Tomasz Wrzesiński, broker jachtowy, Monaco
Dzień 6 Mljet i dwa słone jeziora
Najdalszy punkt tygodnia: Mljet, najbardziej zalesiona wyspa Adriatyku, której zachodni kraniec jest parkiem narodowym. W środku wyspy kryją się dwa połączone z morzem słone jeziora — Veliko i Malo jezero — a na wysepce pośrodku większego z nich stoi stary benedyktyński klasztor. Pływaliśmy w jeziorze cieplejszym niż otwarte morze, przeszliśmy ścieżką wzdłuż brzegu w zapachu pinii, i przez chwilę naprawdę uwierzyłem w miejscową legendę, że to właśnie tu Kalipso zatrzymała Odyseusza na siedem lat. Po takim popołudniu trudno się dziwić. Wieczorem cisza była tak gęsta, że słychać było własne myśli — i bardzo dobrze.
Dzień 7 Powrót do Splitu
Ostatni dzień to mój ulubiony moment całego tygodnia. Z głębokiego południa do Splitu jest kawałek, ale tu znów zagrał szybki kadłub Azimuta — to, co wyglądało na całodzienną przeprawę, kapitan rozłożył tak, że płynęliśmy spokojnie, z kawą na flybridge i gładką poranną wodą pod dziobem. Po drodze został nam jeszcze jeden, ostatni postój — kąpiel u stóp Zlatnego Rata, tej słynnej złotej ostrogi piasku na Braču, która zmienia kształt z każdym przypływem. Wszyscy trochę opaleni i wyraźnie cichsi niż na starcie. Zszedłem na ląd w Splicie, już układając w głowie, którą wyspę odpuściliśmy niesłusznie. Dobry znak: znaczy, że trzeba wrócić.
Ile to kosztuje i co warto wiedzieć
Ten konkretny jacht — Azimut 73 PREWI (2022, 22,33 m, 8 gości w 4 kabinach, 3 osoby załogi, z platformą kąpielową i pełnym pakietem sprzętu wodnego) — czarteruje się na chorwackich wodach od 43 600 € za tydzień poza szczytem sezonu, a w lipcu i sierpniu około 46 900 €, plus APA mniej więcej 30%, czyli z grubsza 13 000–14 000 € na paliwo, wyżywienie, mariny i postoje, plus chorwackie opłaty pobytowe i podatki. Co dokładnie kryje się w tych pozycjach, rozkładam w osobnych tekstach: czym jest APA i z czego składa się rachunek za czarter.
I rzecz, której nie wyczytasz z żadnej oferty: w Dalmacji ten sam tydzień może być pasmem przeskoków przed wiatrem albo najspokojniejszymi wakacjami Twojego życia. Różnicę robi baza, z której startujesz, kolejność wysp i kapitan, który zna te kanały. Czy lepiej zacząć ze Splitu czy z Dubrownika, jak daleko realnie sięgnąć w tygodniu, kiedy odpuścić grotę — to jest dokładnie ta część, którą biorę na siebie. Mapę masz; przewodnika nadal warto mieć.
Chcesz przepłynąć tę trasę naprawdę?
PREWI pływa po Adriatyku i centralnym Śródziemnomorzu — Chorwacja, Czarnogóra, Malta. Napisz, kiedy i z kim płyniesz — ułożę trasę pod Was, z kapitanem, który zna dalmatyńskie kanały na pamięć.
Zobacz ten czarter →To czwarty odcinek serii „Dziennik z rejsu" — po Lazurowym Wybrzeżu, Balearach i Cykladach. W kolejnych odcinkach popłyniemy dalej — każda trasa ma swój własny rytm.